Stolicowo północnego wschodu. To tutaj zabrałam D. na tegoroczne sylwestrowanie.
(relacja z obiektywu D. - KLIK)
Najsampierw rundka po rynku. Trochę się pozmieniało, odkąd ostatni raz dreptałam po tych terenach (czyli od jakichś 7-8 lat, chyba ;P).
Niestety nie udało mi się uchwycić kawałka tego miasta w ciekawy sposób, ale z czystym sumieniem zwalam winę na brzydką pogodę ;D I na nie za dobre samopoczucie, a co.




Trochę tu ciasno, ale całkiem sympatycznie. Klimat dość kameralny.




Trochę sakralnej architektury:

I drzewko pod katedrą, prosto ze scenerii horroru:



Pałac Branickich:

Bez zieleni i szalonej wody w fontannach trochę brakuje mu uroku.


Spotkaliśmy za to szalone ptaki. Momentami wprowadzały 'mrocznawy' klimat:




Kolej na coś, co mnie w Białymstoku zaskakuje najbardziej.
Cywilizacja przelana betonem i nowoczesnymi osiedlami przeplatana z przerażająco rozpadającymi się chałupinami. Zdarzają się też drewniane gospodarstwa. Miejsko-wiejska atmosfera ;D Śmieszne miasto.





A na koniec, odrobina smaczności z Sylwestra. Najlepsze znikało póki gorące, nie warto było tracić czasu na zdjęcia ;P


Dobre mięsko to mocno przyprawione mięsko!

Smacznego, yyy, szczęsliwego Nowego 2000 dwunastego!
P.S. Pozdrawiam ekipę z Sylwestra :)